Historia jednej fotografii

Nic takiego, niby zwykła fotografia sprzed lat. Plaża w Brighton w 1976 roku. Na zdjęciu dziesiątki wypoczywających, na ogół młodych ludzi. Niedawno tę fotografię umieścił w sieci The Guardian z podpisem sugerującym, że ukazuje ludzi obcej rasy.

Przez jakiś czas trwała wokół zdjęcia gorąca dyskusja. Kolejne osoby ze zdziwieniem zastanawiały się, jak przez kilkadziesiąt lat mogło dojść do takich zmian. Dlaczego na plaży w Brighton w 1976 roku  nie ma ludzi z nadwagą.

A jak było wtedy u nas? Popatrzmy na zdjęcie z Międzyzdrojów w tamtym czasie (z pewnością gdzieś takie w naszym domu znajdziemy). Zobaczymy szczupłych na ogół ludzi. Cóż, przynajmniej na plaży wyglądaliśmy wtedy jak Anglicy.

Co się więc stało? Minęło zaledwie 50 lat. Czy jemy zbyt dużo? Nie, brytyjskie dane pokazują, przeliczając na kalorie, że to wówczas jedliśmy więcej (2130 kcal dzisiaj : 2590 kcal kiedyś). Może więc za mało się ruszamy?  Również nie. Badania nie wykazują żadnych różnic w aktywności dzisiejszych pokoleń w stosunku do tych z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Wyraźnie zresztą przeceniamy wpływ aktywności fizycznej na przyrost masy ciała. Wiele badań sugeruje, że ćwiczenia, choć kluczowe dla innych aspektów dobrego zdrowia, są o wiele mniej ważne niż dieta w regulowaniu naszej wagi.

Co więc sprawia, że na wszystkich plażach dzisiejszej Europy co druga osoba ma znaczącą nadwagę?

Może sprawdźmy, co jemy dzisiaj, a co jedliśmy kiedyś. Może nie „ile”, ale „co” jest kluczem do tej zagadki.

Kupujemy dzisiaj o połowę więcej świeżego mleka na osobę i pięć razy więcej jogurtu, trzy razy więcej lodów i … 39 razy więcej deserów mlecznych. Kupujemy o połowę mniej jaj niż w 1976 r., ale o jedną trzecią więcej płatków śniadaniowych i dwa razy więcej przekąsek zbożowych. Zjadamy o połowę mniej ziemniaków, ale trzy razy więcej chipsów. Kupujemy mniej cukru, ale spożywamy go więcej w napojach i słodyczach. Te dane dotyczą wprawdzie GB, ale nie spodziewajmy się różnic w stosunku do takich samych danych w Polsce.

Jakby tego było mało, koncerny spożywcze zatrudniają teraz armię naukowców zajmujących się wyłącznie żywnością. W tej grupie psychologowie będą nas nieustannie nakłaniać do zjedzenia więcej niż potrzebujemy. Specjaliści od reklamy użyją wszelkich metod, aby tylko przezwyciężyć nasz opór. Jeszcze Inni „badacze” będą nas wprowadzać w błąd mówiąc, że nadmierna waga jest kwestią naszej „osobistej odpowiedzialności” i nie ma nic wspólnego ze zdrową przecież żywnością oferowaną na co dzień w sklepach.

Tak więc po wydaniu przez koncerny spożywcze miliardów na pokonanie naszej silnej woli, w konsekwencji właśnie one obwinią nas o jej nieposiadanie i na przykład nadmierne objadanie się. To nie jest żart, tak naprawdę wygląda dzisiaj retoryka przedstawicieli przemysłu spożywczego. Uważają, że problem otyłości jest indywidualnym procesem rozgrywającym się na poziomie wolnej woli każdego z nas.

Einstein napisał kiedyś, że „gdyby Księżyc posiadał samoświadomość, uznałby pewnie swoją wędrówkę wokół Ziemi za wynik własnego wyboru”.

Firmy spożywcze zainwestowały naprawdę sporo, żeby wprowadzić na rynek produkty, które wykorzystują cukier, aby ominąć nasze naturalne mechanizmy kontroli apetytu. Teraz, gdy wszystko już działa i zyski rosną, jakie może mieć znaczenie fakt, że ponad wszelką wątpliwość udowodniono, iż wykorzystywanie cukru w przemyśle spożywczym jest istotnym czynnikiem pandemii otyłości na świecie.

Niewielkie. Wyraźnie wygląda to tak, jakby ktoś odkrył nasze słabości i postanowił je teraz bezwzględnie wykorzystać…

Wyraźnie wygląda to tak, jakby ktoś odkrył nasze słabości i postanowił je teraz bezwzględnie wykorzystać…

Badania pokazują także, że dzieci poniżej 8 roku życia są poznawczo i psychologicznie całkowicie bezbronne wobec reklam, które nimi zwyczajnie manipulują. A pamiętajmy przecież, że co trzecie otyłe dziecko będzie również otyłym dorosłym.

Na to wszystko nakłada się jeszcze problem nierówności społecznej, z którą problem otyłości jest silnie skorelowany. Małe zarobki, stres, lęk oraz depresja związana z niskim statusem społecznym sprawiają, że ludzie są bardziej podatni na zły sposób codziennego odżywiania.

Wydaje się, że sytuacja jest beznadziejna. Dotychczasowe interwencje rządowe w różnych krajach nie przynoszą znaczących efektów. Problem jest już społeczny, skala olbrzymia, a rokowania na najbliższą przyszłość koszmarne.

Co sobie więc pomyśli za 20 lat pewien młody człowiek, któremu przez przypadek wpadnie w ręce zdjęcie plaży w Brighton?

Korzystałem z artykułu : The Guardian / „We’re in a new age of obesity. How did it happen? You’d be surprised” – George Monbiot