Dopamina – przekaźnik przyjemności.

Dopamina to związek chemiczny, który uważany jest za neuroprzekaźnik przyjemności. To oznacza, że pobudza komórki nerwowe do przesyłania do naszego mózgu pewnych informacji. W tym przypadku jest to sygnał, który nasz mózg odbiera jako przyjemność. Sygnał dopaminowy jest dla nas niezwykle ważny, a jego zaburzenie prowadzi do szeregu powikłań, łącznie z tymi zagrażającymi życiu.

Zwierzęta u których układ dopaminowy został sztucznie zablokowany nie szukają jedzenia i pozostawione w takim stanie potrafią głodować aż do śmierci. To wstrząsający eksperyment, ale pokazuje, że w organizmie musi stale działać jakiś system, który będzie nas nieustannie motywował do aktywności związanej z poszukiwaniem jedzenia. W przeciwnym razie nie odczuwalibyśmy potrzeby uzupełniania energii, co jak wiadomo skończyłoby się tragicznie.

Kilkanaście lat temu wprowadzono lek, który miał pomóc osobom nie potrafiącym pohamować swojej skłonności do nadmiernego jedzenia. Lek miał blokować właśnie sygnał dopaminowy. Po paru latach lek został wycofany z rynku ponieważ u pacjentów odnotowano wprawdzie mniejsze zainteresowanie jedzeniem, ale dodatkowo pojawiły się liczne przypadki depresji, a niejednokrotnie również próby samobójcze. Jak widać odebranie człowiekowi możliwości odczuwania przyjemności pociąga za sobą utratę także motywacji i chęci do życia.

Działanie dopaminy to kolejny dowód na złożoność ludzkiej natury. Z jednej strony mechanizm dopaminowy jest dla nas dobrodziejstwem, które motywuje do aktywności, ale z drugiej  strony jest uważany za przyczynę wszelkiego rodzaju uzależnień. Kiedy wzrasta poziom dopaminy zmniejsza się z czasem ilość receptorów, pozwalających na jej wychwycenie w synapsach. To z kolei sprawia, że dla osiągnięcia tego samego poziomu pobudzenia, potrzebne jest stałe zwiększanie dawek substancji wyzwalającej dopaminę. Stąd już tylko mały krok do uzależnienia.

Mamy więc sytuację paradoksalną. Odczuwanie przyjemności jest niezbędne, ale wszystkie substancje, które ją powodują mogą obrócić się przeciwko nam i z czasem prowadzić do uzależnienia.

Takim przykładem jest jedzenie, które musi być przecież przyjemne, aby człowiek pożądał go niejako poza swoją wolą, chociażby w celu uzupełnienia energii dla organizmu. W przypadku jednak dokonywania w dłuższym okresie na tym polu niewłaściwych wyborów zagrożenie otyłością staje się bezsporne.

Na identycznej zasadzie działają również takie substancje jak nikotyna, alkohol czy narkotyki, z tą różnicą, że wyrzut dopaminy jest tu oczywiście wielokrotnie większy niż w przypadku jedzenia. Dopaminę uwalniają jednak nie tylko przyjmowane substancje, ale również określone zachowania. Stąd czasem uzależnienie od posiadania pieniędzy, władzy czy gier hazardowych. Zwiększone uwalnianie się dopaminy towarzyszy również zwykłym, codziennym czynnościom, które odczuwamy jako przyjemne. Może to być obejrzenie filmu, zachwyt na dziełem sztuki, oczarowanie czyjąś urodą, czy po prostu zakup nowej sukienki. Jak wynika z powyższych przykładów dopamina to neuroprzekaźnik o wybitnie hedonistycznym charakterze.

Opisując działanie dopaminy trzeba zwrócić jeszcze uwagę na krótkotrwały charakter jej działania. Pozwalając na odczuwanie przyjemności działa na ogół dość krótko, a im bardziej chcemy przedłużyć jej działanie tym mniej jesteśmy w końcowym efekcie szczęśliwi.

Im więcej poszukujesz przyjemności, tym mniej jesteś szczęśliwy – tak działa dopamina

Badania pokazują, że jemy zbyt mało warzyw, a cukru używamy tak dużo, że przemysł wciąż zwiększa jego produkcję. Codziennie jemy mięso, pijemy za dużo alkoholu, a zamiast czystej wody wybieramy coca-colę lub inne „kolorowe” napoje. Jakby tego było mało, ponad połowa z nas w ogóle nie podejmuje żadnej aktywności fizycznej.

Jak to się dzieje, że chociaż zwykle wiemy, co dla nas jest dobre, to jednak w codziennym życiu nie potrafimy za tą wiedzą konsekwentnie podążać. „Nie mogę sobie odmówić zjedzenia dobrego ciastka”- jakże często kobiety opisują w ten sposób swoją słabość do słodkich wypieków.

Mówiąc w uproszczeniu, często nie postępujemy tak, jak uważamy za właściwe, ponieważ nie sprawia nam to przyjemności. Surowa marchewka przegrywa konkurencję z chipsami, czysta woda w porównaniu z coca-colą jest bez smaku, a mięso z grilla popijane piwem pociąga nas przecież bardziej niż … cokolwiek.

Jak więc nad tym wszystkim zapanować. Co robić, żeby nie popaść w skrajności, a w codziennym życiu móc ze spokojem pielęgnować złotą, antyczną zasadę, że „nic w nadmiarze”?

Może odpowiedzi należy szukać próbując zrozumieć różnicę pomiędzy mylonymi dzisiaj często pojęciami przyjemności i szczęścia. Tak przynajmniej widzi ten problem dr Robert Lustig, amerykański endokrynolog, osoba od lat zaangażowana w proces walki z otyłością i innymi chorobami metabolicznymi w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych. Uważa, że „nasza dotychczasowa radość z doświadczania szczęścia została zastąpiona nieustającym pragnieniem osiągania przyjemności. Nawet nie zauważyliśmy tej zmiany. Nasz mózg ma „nie widzieć” różnicy pomiędzy szczęściem a przyjemnością. To jest możliwe. Starannie pielęgnowana kultura konsumencka sprawia, że wszystko teraz jest tak łatwe do zdobycia. Coraz więcej i więcej. Alkohol, tytoń, cukier, narkotyki, social media i pornografia w połączeniu z ciągłym stresem w pogoni za pracą, pieniędzmi, większym domem, a czasem najlepszymi wynikami w szkole. Do tego setki kontaktów w internecie, które zastąpiły popołudnia z przyjaciółmi. Końcowy skutek to bezprecedensowa dzisiaj epidemia uzależnień, lęku, depresji oraz chorób przewlekłych.”

Lustig z przekonaniem zresztą sądzi, że każde zachowanie związane z wydzielaniem dopaminy prowadzi w końcu do uzależnienia. Poszukując bowiem przyjemności wpadamy w pułapkę dzisiejszych czasów, czyli czując, że jest nam dobrze chcemy tego odczucia po prostu więcej. Jesteśmy uwięzieni tym samym w niekończącej się spirali pożądania i konsumpcji, z której nie ma oczywistej ucieczki. W tej pesymistycznej wizji rzeczywistości pozostaje nam jeszcze tylko jedno – wybór „trucizny”.